piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział 5

Przewróciłam oczami po czym szybkim krokiem ruszyłam w stronę wyjścia ze szkoły. Nie miałam ochoty na kolejne użeranie się z tymi typami. Gdy otworzyłam drzwi frontowe ze szkoły, zimne i wilgotne powietrze opatuliło mnie z każdej strony przprawiając o dreszcze. Wszystko do okoła było mokre od deszczu który musiał padać na matematyce. Przeszłam kilka ulic mijając wiele ludzi. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię niż żyć w fakcie iż osoba która tak bardzo perfidnie zachowała się wobec mnie, dziś mnie uratowała. Jeszcze wczoraj wyzywał mnie od dziwek. Nagle tak z nikąd pojawił się przede mną krawężnik o który musiałam zachaczyć i się wywalić na twarz. Poczułam jak piecze mnie nos i policzki. Podparłam się ręką w w którą wbiły mi się drobne kamienie przez co szybko wstałam i otrzepałam się, przecierając ręką nos myślaląc, że mam katar. Jęknęłam kiedy zobaczyłam na moim rękawie krew. Wyciągnęłam telefon przeglądając się w ekranie. Z nosa ściekała mi ciurkiem po wargach i brodzie krew, spadając na już nie tak białą bluzkę.
- Chryste Panie- warknęłam. Po nie długiej chwili usłyszałam chargot zwalniającego samochodu. Obróciłam się, a obok mnie było czarne BMW. Ciemna szyba została opuszczona.
- Widzę, że nasza puszczalska nie patrzy pod nogi- zaśmiał się. Obróciłam się na pięcie i szłam dalej przed siebie. Silnik samochodu odpalił, powoli zmierzając za mną.
- Wchodź do samochodu- mruknął.
- Nie. Nie wejdę do samochodu prowadzonego przez ciebie- starałam się to powiedzieć odważnie, ale było słychać wyraźny strach.
- Widzę jak wyglądasz. Wchodź i nie gadaj- głos chłopaka był równie stanowczy i rozważny. Nie żartował.
- Ja nawet nie wiem jak masz na imię!- wykrzyknęłam spoglądając na niego. Na jego twarzy malowała się złość więc szybko wzięłam nogi za pas i uciekłam. Na dodatek zaczął padać deszcz przez co mrużyłam oczy, a krew rozmyła się na mojej twarzy. Musiałam wyglądać jak siedem nieszczęść, ale nie zdając sobie z tego sprawy biegłam dalej omijając kolejne uliczki. Po moim uciekinierskim maratonie, na horyzoncie pojawił się zarys mojego domu. Gdy dobiegłam do furtki, szybko ją otworyrzyłam z trzaskiem zamknęłam. Od biegu złapała mnie okropna kolka. Zaczęłam kuleć jednak nie przestałam wchodzić po śliskich schodach. Zabrałam z pod doniczki klucz do drzwi. Wsadziłam do dziurki trzy razy przekręcając w prawo. Weszłam do domu dalej kuśtykając. Przystanęłam rozglądając się do okoła. Chwila, a już leżałam na podłodze. Przez nasilający się ból przymknęłam oczy, już całkiem zapadając w sen.

Perspektywa Janka
Uciekła. Była cała zakrawiona, ale nie chciała pomocy co jeszcze bardziej mnie zdenerwowało. Nie zostawię jej tak więc pojechałem powoli za nią. Gdy przystanęła otwierając furtkę, zaparkowałem na taką odległość aby mnie nie zobaczyła. Wyszedłem z samochodu, zamykając go. Założyłem kaptur idąc w stronę jej domu. Przeskoczyłem przez płot i skierowałem się w stronę schodów. O dziwo drzwi były otwarte. Powoli uchylając je wszedłem do środka. Dziewczyna leżała na podłodze, podbiegłem do niej chwytając za ramiona.
- Hej słyszysz mnie?- potrząsałem jej ramionami. Na szczęście klatka piersiowa zaczęła unosić się i opadać. Złapałem ją pod kolanami i w miejscu łopatek, powoli podnosić. Przeszłem do salonu kładąc ją na sofie. Byłem cały mokry przez nią.
- Super- mruknąłem. Ściągnąłem z niej mokrą kurtkę, rzucając na fotel. Zdjąłem jej buty i całą resztę. Była tylko w bieliźnie.

1 komentarz: