czwartek, 30 kwietnia 2015

Rozdział 7

Weszłam do domu zamykając drzwi na klucz. Zasłonełam wszystkie rolety i żaluzje. Po tych pożądkach poszłam wziąść prysznic.
Stałam pod deszczownicą i myślałam ile to czasu zajmie mi otrząśnięcie się z tego. W domu jest okropnie pusto i cicho co jeszcze bardziej mnie dołuje oraz przygnębia.
Po 30 minutach wyszłam z pod prysznica. Osuszyłam się po czym w świeżej bieliźnie udałam się do szafy po ubrania. Wyciągnęłam czarny top i tego samego koloru spodenki. Żałoba żałobą. Zobaczyłam na biurku stos listów, a obok nich kartkę z czyimś pismem.

Jeśli je przeczytasz porozmawiamy- Mama :*

Jedna łza wymknęła się z mojego oka.
- To nie może być prawdą!- krzyknęłam zrzucając wszystkie listy na podłogę. Zaczęłam po nich skakać i deptać do czasu gdy uświadomiłam sobie, że będą potrzebne. Pozbierałam wszystkie i wrzuciłam do szafki. Wzięłam tylko ten z wczoraj. Odetchnęłam i położyłam się w łóżku. Nie zasnęłam. Leżałam i myślałam. Myślałam nad życiem. O tym chłopaku. Nawet nie wiem jak ma na imię, ale wiem jak wielka krzywda może mu się stać jeśli nie urwę z nim kontaktu. Udało się. Zasnęłam.

*budzik 7:00*
- Panie, przestań dzwonić.- mruknęłam do budzika który jest nie wiarygodnie denerwujący. Jeśli wasze budziki są wkurzające pod zwględem dźwięku jaki wydają czy godziny o której budzą lub po prostu głośności to ja mam przewalone z takim kompanem. Wyskoczyłam z łóżka zmierzając w stronę okna. Słońce. Przewróciłam oczami idąc w stronę łazienki. Po prysznicu ubrałam świeżą bieliznę. Wyciągnęłam z szafy czarne legginsy i ciemno szarą luźną bluzkę. Zrobiłam makijaż żeby przytuszować rany po moim wypadku. Na szczęście tylko nos był bardziej poszkodowany, bo nie dość, że go stłuczyłam i mam teraz gruszkę nie nos to jeszcze na dodatek wielki siniak. Potrzebowałam ponad 20 minut żeby ogrnąć to. Wbiegłam na parter łapiąc klucze i telefon. Pod drzwiami kolejny list. Podbiegłam do niego otwierając.

Mam nadzieję, że mnie posłuchasz i wykonasz polecenie. Przypomne- zerwij kontakt z tym typem!
Obserwuję cię na każdym kroku.

Otworzyłam usta i odłożyłam list na blat w kuchni. Założyłam buty i wybiegłam z domu sprawdzając godzinę- 7:49. Okey i tak nie idę na lekcje. Idę tylko powiedzieć prawdę dziadkowi i wypisać się ze szkoły. Podążałam moją drogą, ciągle się rozglądając. Bałam się nie na żarty. Gdy doszłam do szkoły zobaczyłam jego.

Perspektywa Janka
Zobaczyłem tą dziewczynę z wczoraj. Wstałem i szybko do niej podbiegłem.
- Wszystko okey?- zapytałem. Rozejrzała się do okoła po czym złapała mnie za ramię i pociągnęła.
- Chodź!- mruknęła biegnąc w stronę drzwi do szkoły. Nie wiem o co jej chodziło więc tylko udałem się za nią. Było już grubo po ósmej więc wszyscy byli w klasach. Pobiegła do damskiej toalety. Ja stanąłem i spojrzałem pytającym wzrokiem.
- Twoja jebana męskoć ci nie pozwoli?- syknęła w moją stronę. Zacisnąłem pięści. Weszłem do środka i złapałem ją, przyciskając do ściany.
- Słowo.- warknąłem. Wyślizgnęła się przewracając oczami.
- Nie ze mną takie zagrania.- powiedziała szukając czegoś. Zrobiłem wielkie oczy. Ta dziewczyna potrafi się MI przeciwstawić?! Nie rozumiem. Podała mi list.
- Czytaj- szepnęła opierając się ramieniem o ścianę.

Pewnie już dowiedziałaś się o wypadku? Hm? Ha jeśli tak to nie wiesz jak się ciesze. Poczułaś to? Poczułaś tą okropną rozpacz? Stratę rodziców? A może rozpaczasz nad swoim dalszym losem? I to i to jest okropne co jeszcze bardziej mnie usatysfakcjonuje. Mam do ciebie jedną prośbę. Taką tycią. Zrób co w twojej mocy aby ten typ się od ciebie odwrócił. Nie widzisz jak na ciebie patrzy? I jak się odzywa? Hm?! Jeśli ty tego nie zrobisz, w najbliższym czasie poczuje znaczenie słowa "śmierć"

Nie wiedziałem co powiedzieć więc tylko zgniotłem list i wyrzuciłem.
- Nie! On będzie potrzebny!- krzyknęła. Ja tylko złapałem ją w talii, przycisnąłem do siebie i namiętnie pocałowałem.
- Nikt nas nie rozdzieli.- mruknąłem przez pocałunek.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 6


Wiedziałem, że ona ma w sobie coś więcej niż zwykła dziewczyna. Nie jest tak sztuczna jak wiele innych. Długie szczupłe nogi, idealnie płaski brzuch, delikatne ramiona i widoczne obojczyki...
- Kurwa, ogranij się- szepnąłem sam do siebie. Zamknąłem oczy i obróciłem się po czym szybkim krokiem wszedłem po schodach na piętro. Przyznam, że dom jest niczego sobie pałacem. Rozejrzałem się w poszukiwaniu jej pokoju który znalazłem przez przypadek. Pierwsze co najbardziej rzucało się w oczy to wielkie łóżko na którym leży stos poduch i ogromna szafa z lustrem. Mówiłem, że dzieczyna wygląda koszmarnie, oczywiście przez ten wypadek, ale ja sam nie wyglądam lepiej. Oblizałem usta zbiżając się do szafy w poszukiwaniu ubrań. Wyciągnąłem czarne legginsy i zieloną bokserkę. Było widać jak bardzo dziewczyna kocha artystykę i sztukę piękną. Miała wiele instrumentów, sztalugę do rysowania i malowania czy kilka portretów znanych polskich i nie tylko, wykonawców. Kilka plakatów zespołów i różne rysunki. Westchnąłem podchodząc do biurka na którym widniał stos listów. Zmrużyłem oczy i wziąłem jeden do ręki.

Kiedy zrozumiesz jak bardzo mnie skrzwydziłaś? Ooo, kiedy sama tego zaznasz. Już niedługo poczujesz jak to jest być samotnym. Bez nikogo kto pomógłby ci. Masz przed sobą życie, które zakończysz już niedługo. Nie ja ci je odbiore. Nie, to ty sama do tego dojdziesz po stracie ukochanych. Nie myśl, że to koniec tych listów. Przed tobą jeszcze wiele tego typu listów. A ty nie będziesz wiedziała od kogo.

Nie wiedząc w co ta dziewczyna się wpakowała, popędziłem na parter. Siedziała w mokrych ciuchach z telefonem w ręce. Zanim zdążyłem się odezwać uprzedziła mnie:
- Wiem, chciałeś dobrze. Tylko mnie przebrać. Jednak proszę cię. Wyjdź- wypowiedziała to szeptem jakby bała się mówić głośniej.
- Ale- zająkłem się i ucichłem. Rzuciłem w jej stronę ciuchy, wychodząc.

Perspektywa Laury
Rodzice. Oni, mieli wypadek. Zdeżenie z ciężarówką. Z samochodu osobowego nikt nie przeżył. Nie mam nikogo. Jestem sama. Okropnie sama. Mam tylko jeszcze dziadka który pracuje jako dyrektor i nawet nie wie, że jestem jego wnuczką. Jutro zapewne powiem mu to w twarz bo co mi zostało? Nagle ktoś ktoś zapukał do drzwi, wsuwając kolejny list. Nie miałam ochoty zabawiać się w takie coś więc szybko zeskoczyłam z fotela i ruszyłam po list. Usiadłam w kuchni na krześle barkowym, łapiąc do ręki nóż. Otworzyłam go wyjmując białą kartkę.

Pewnie już dowiedziałaś się o wypadku? Hm? Ha jeśli tak to nie wiesz jak się ciesze. Poczułaś to? Poczułaś tą okropną rozpacz? Stratę rodziców? A może rozpaczasz nad swoim dalszym losem? I to i to jest okropne co jeszcze bardziej mnie usatysfakcjonuje. Mam do ciebie jedną prośbę. Taką tycią. Zrób co w twojej mocy aby ten typ się od ciebie odwrócił. Nie widzisz jak na ciebie patrzy? I jak się odzywa? Hm?! Jeśli ty tego nie zrobisz, w najbliższym czasie poczuje znaczenie słowa "śmierć"

Zgniotłam list i wybiegłam na mokry dwór.
- On jest w porządku! Chciał pomóc! A ty?! Ty masz jakieś schizo żeby zabijać mi rodziców!- wykrzyczałam upadając na trawę. Uderzałam pięściami o grunt żeby pozbyć się nadmiernej energi. Deszcz. To tak samo jak czasem my musimy się wypłakać. Tak samo niebo gdy widzi takie istoty jak człowiek.

---------*******-----------
Kochani zapraszam do komentowania :D co bardzo motywuje i dziękuje JJaworskiej która jest i komuje od 1 rozdziału <3 dziękuje słońce :* czekajta, a akcja w mgnieniu oka się rozkręci 8)
Salut Mercy :*

piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział 5

Przewróciłam oczami po czym szybkim krokiem ruszyłam w stronę wyjścia ze szkoły. Nie miałam ochoty na kolejne użeranie się z tymi typami. Gdy otworzyłam drzwi frontowe ze szkoły, zimne i wilgotne powietrze opatuliło mnie z każdej strony przprawiając o dreszcze. Wszystko do okoła było mokre od deszczu który musiał padać na matematyce. Przeszłam kilka ulic mijając wiele ludzi. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię niż żyć w fakcie iż osoba która tak bardzo perfidnie zachowała się wobec mnie, dziś mnie uratowała. Jeszcze wczoraj wyzywał mnie od dziwek. Nagle tak z nikąd pojawił się przede mną krawężnik o który musiałam zachaczyć i się wywalić na twarz. Poczułam jak piecze mnie nos i policzki. Podparłam się ręką w w którą wbiły mi się drobne kamienie przez co szybko wstałam i otrzepałam się, przecierając ręką nos myślaląc, że mam katar. Jęknęłam kiedy zobaczyłam na moim rękawie krew. Wyciągnęłam telefon przeglądając się w ekranie. Z nosa ściekała mi ciurkiem po wargach i brodzie krew, spadając na już nie tak białą bluzkę.
- Chryste Panie- warknęłam. Po nie długiej chwili usłyszałam chargot zwalniającego samochodu. Obróciłam się, a obok mnie było czarne BMW. Ciemna szyba została opuszczona.
- Widzę, że nasza puszczalska nie patrzy pod nogi- zaśmiał się. Obróciłam się na pięcie i szłam dalej przed siebie. Silnik samochodu odpalił, powoli zmierzając za mną.
- Wchodź do samochodu- mruknął.
- Nie. Nie wejdę do samochodu prowadzonego przez ciebie- starałam się to powiedzieć odważnie, ale było słychać wyraźny strach.
- Widzę jak wyglądasz. Wchodź i nie gadaj- głos chłopaka był równie stanowczy i rozważny. Nie żartował.
- Ja nawet nie wiem jak masz na imię!- wykrzyknęłam spoglądając na niego. Na jego twarzy malowała się złość więc szybko wzięłam nogi za pas i uciekłam. Na dodatek zaczął padać deszcz przez co mrużyłam oczy, a krew rozmyła się na mojej twarzy. Musiałam wyglądać jak siedem nieszczęść, ale nie zdając sobie z tego sprawy biegłam dalej omijając kolejne uliczki. Po moim uciekinierskim maratonie, na horyzoncie pojawił się zarys mojego domu. Gdy dobiegłam do furtki, szybko ją otworyrzyłam z trzaskiem zamknęłam. Od biegu złapała mnie okropna kolka. Zaczęłam kuleć jednak nie przestałam wchodzić po śliskich schodach. Zabrałam z pod doniczki klucz do drzwi. Wsadziłam do dziurki trzy razy przekręcając w prawo. Weszłam do domu dalej kuśtykając. Przystanęłam rozglądając się do okoła. Chwila, a już leżałam na podłodze. Przez nasilający się ból przymknęłam oczy, już całkiem zapadając w sen.

Perspektywa Janka
Uciekła. Była cała zakrawiona, ale nie chciała pomocy co jeszcze bardziej mnie zdenerwowało. Nie zostawię jej tak więc pojechałem powoli za nią. Gdy przystanęła otwierając furtkę, zaparkowałem na taką odległość aby mnie nie zobaczyła. Wyszedłem z samochodu, zamykając go. Założyłem kaptur idąc w stronę jej domu. Przeskoczyłem przez płot i skierowałem się w stronę schodów. O dziwo drzwi były otwarte. Powoli uchylając je wszedłem do środka. Dziewczyna leżała na podłodze, podbiegłem do niej chwytając za ramiona.
- Hej słyszysz mnie?- potrząsałem jej ramionami. Na szczęście klatka piersiowa zaczęła unosić się i opadać. Złapałem ją pod kolanami i w miejscu łopatek, powoli podnosić. Przeszłem do salonu kładąc ją na sofie. Byłem cały mokry przez nią.
- Super- mruknąłem. Ściągnąłem z niej mokrą kurtkę, rzucając na fotel. Zdjąłem jej buty i całą resztę. Była tylko w bieliźnie.

środa, 22 kwietnia 2015

Rozdział 4

Wolnym krokiem ruszyłam do szkoły. Nie wiedziałam o co może chodzić osobie która pisze te listy. Czy boję się? Nie wiem. Jeśli jest to prawdą co jak, co ale mam się czego obawiać. Szczerze nawet nie wiem jaką treść mają te listy, ale wiem, że gdy wrócę do domu przeczytam je. Weszłam do rozległego budynku szkoły. Wszystko było puste, a cisza jak makiem zasiał. Udałam się do sektoru D w lewym skrzydle, do sali numer 156 gdzie odbywa się moja pierwsza lekcja czyli matematyka. Zapukałam do klasy. Otworzyłam drzwi i wsunęłam się.
- O i mamy naszą spóźnialską- prychnął w moją stronę nauczyciel. Wymamrotałam ciche "przepraszam za spóźnienie" po czym usiadłam w tylnej ławce na swoim miejscu. Nie wiem jak opisać moją klasę. Może tak... Uczęszczam do 3 klasy LO we Wrocławiu. Jest to jedno z wielu liceum w tym mieście ale niestety chodzę tutaj. Jestem w klasie C czyli dla tych normalnie zdolnych. Nie mam jakiegoś niepojętego intelektu czy mózgu który w moment obliczy ci działanie z algebry czy rozwiąże skomplikowane wiązania z fizyki. Jestem przeciętna pod tym względem. Dobra, przejdźmy do ogólnie klasy. To tak ja na każdej lekcji jako jedyna siedzę sama. Jakoś nie przypadło mi do gustu plotkowanie na lekcji o nowych związkach czy zdradach albo jak umalować paznokcie. Wole siedzieć sama, ale jestem przy okazji szczęśliwa. W klasie nie ma nikogo... Normalnego. Albo kompletne kujony co w pierwszej ławce siedzą lub inne niedorozwoje. Jestem powiedzmy, intelektualistką. Nie lubię tłumów i zamieszania czy wrzawy. Właśnie dlatego zawsze gdy siedzę na lekcji mam słuchawki w uszach. Tak jak teraz.

Perspektywa Janka
Szedłem za dyrektorem przez puste korytarze.
- Mam nadzieję, że nasza szkoła spodoba ci się, młody człowieku- odchrząknął mężczyzna. Przytaknąłem i szybkim tempem dalej podążałem za nim.
- Mamy tu wiele kółek, takich jak kółka teatralne, muzyczne, językowe, matematyczne i wiele innych- nie słuchałem za bardzo co do mnie mówi więc na wszystko przytakiwałem. nie wiem po co się zapisałem jeszcze do szkoły skoro zostały bite pięć miesięcy do końca. Wkońcu zatrzymaliśmy się pod salą 156. dyrektor otworzył drzwi i kazał mi wejść. Wolnym krokiem wszedłem do pomieszczenia gdzie znajdowały się rzędy ławek z uczniami. Widziałem kilka tak zwanych "plastików" które z ciekawością przyglądały się każdemu mojemu najmniejszemu ruchowi. Puściłem do jednej blondyny oczko na co zarumieniła się i odwróciła głowę.
- Dzień dobry wszystkim- rzekł dyrektor. Wszyscy podnieśli się i ukłonili prócz jednej brunetki z tyłu. Miała pochyloną głowę, a włosy z białymi końcówkami opadały na ławkę. Miem, że kojarzę tę dziewczynę. Tylko nie wiem z kąd.
- No dobrze, zajmij miejsce i możecie wrócić do nauki- starszy mężczyzna pożegnał się i wyszedł. Usiadłem niedaleko brunetki z tyłu. Tak, prawdą jest fakt iż wole blondynki, ale ona ma coś niewyjaśnionego w sobie. Coś co przyciąga mnie, niczym magnez.

Perspektywa Laury
*dwie minuty przed dzwonkiem na przerwę*
Spojrzałam na zegar który wskazywał iż, że za chwilę ma być dzwonek. Odgarnęłam włosy wyjmując z uszu słuchawki. Gdy zobaczyłam kto siedzi na lewo ode mnie w ławce obok zrobiłam wielkie oczy, przyglądając się z nie dowierzeniem. to ten sam który złapał mnie za mój tyłek w autobusie. Uśmiechnął się chytrze na co posłałam mu spojrzenie typu "nawet do mnie nie podchodź". Dzwonek zadzwonił więc wrzuciłam książki do torby przekładając ją przez ramię. Szybkim tempem wyszłam z klasy zostawiając go w tyle.
- Jeszcze jego tu brakowało- warknęłam sama do siebie. Podążając korytarzem zauważyłam grupkę szkolnych "pacanów" czyli po prostu chłopców chcących się z tobą przespać. Tamten pasuje do tej grupy idealnie. Nawet nie wiem z kąd on się wziął w mojej klasie!
- Hej Laura!- usłyszałam śmiech największego pacana -Adama. On chyba przeleciał wszystkie dziewczyny z mojej i przeciwnej klasy. Dlatego, że jedna na jedną noc i brakuje mu parterek na takie wrażenia, ma teraz na celu mnie. Podeszłam do niego łapiąc za koszulkę:
- Nie mam ochoty z tobą iść do wyra więc się odjeb ode mnie- wysyczałam przez zaciśnięte zęby. Spojrzał na mnie kpiąco wciąż uśmiechając się.
- I radzę iść do dentysty- gdy uśmiech zszedł mu z twarzy, ja uśmiechnęłam się i puściłam go. Wszyscy chłopcy zawyli, a ja poczułam ścisk w okolicach bioder. Zacisnęłam ręce w pięści.
- Nigdzie nie idziesz- warknął przyciskając mnie do ściany.
- Nie będę ronić łez na takiego zboka- mruknęłam mu wprost do ucha na co jego szczęka zacisnęła się, a pięść zawisła w powietrzu:
- Jeszcze słowo, a pożałujesz- syknął. Tak z nikąd ktoś złapał go i odsunął ode mnie uderzając w twarz pięścią. Nie zdając sobie sprawy z tego co zrobił spojrzałam na osobę która mnie "ocaliła". To był on.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 3

Rodzice wciąż swoje więc chciałam się czym zająć. Zaczęłam czytać najmniej ob chodzące mnie informację na temat produktów wchodzących w skład mojego jogurtu. Po połowie jednak skrzywiłam się i odłożyłam go na półkę w lodówce. Moi rodziciele wciąż to samo. Przewróciłam oczami po czym wstałam z krzesła i ruszyłam do pokoju.
- Tylko dziecka nie zróbcie, bo nie mam zamiaru zajmować się bachorem!- krzyknęłam po drodze. Ziewnęłam i otworzyłam drzwi swojego pokoju po chwili impulsywnie uderzając nimi. Wiem, wiem nie było to konieczne, ale czasem moje emocje idą górą. Podeszłam do szafy przepełnionej ciuchami, z której zabrałam tylko bluzkę i spodenki. Poszłam pod prysznic w zamiarze odprężenia się jednak moja pamięć przypomniała mi o tym niestosownym wydarzeniu w autobusie. Mam tylko nadzieję, że więcej nie zobaczę jego na oczy. Po moich długich rozmyślaniach postanowiłam, że wyjdę z pod prysznica. Zrobiłam jak chciałam. Otarłam swoje nagie ciało miękkim ręcznikiem, po czym zaczęłam suszyć włosy. Po skończeniu tego typu czynności w łazience, ubrałam się i wyszłam z mojego kącika spokoju. Jutro był poniedziałek czyli znienawidzony przeze mnie dzień tygodnia. Nie no przesadzam, KAŻDY dzień w szkole jest dla mnie udręką. Jednak jakoś sobie radzę i nie załamuję się. Wskoczyłam pod kołdrę, zasypiając.


Spojrzałam na ekran telefonu który wskazywał godzinę 7:27. Ziewnęłam po czym kwiejnym krokiem podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej bieliznę i ruszyłam do łazienki. Zrzuciłam z siebie piżamy, następnie wchodząc pod prysznic. Nie mogłam sobie pozwolić na dłuższe chwile relaksu więc już po niecałych pięciu minutach byłam już osuszona i ubrana w bieliznę. Wyszłam z łazienki podchodząc do szafy. Wyciągnęłam z niej białą luźną bluzkę, czarną skurzaną kurtkę, wytarte czarne rurki i do tego jeszcze czerwony pasek. Po ubraniu przeczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone. Nałożyłam podkład, Zrobiłam sobie kreskę eyelinerem oraz przejechałam szczoteczką rzęsy i podkręciłam je zalotką. Złapałam w rękę telefon. Godzina 7:40. Zabrałam torbę z książkami, łapiąc po drodze słuchawki. Na parterze czekała na mnie mama.
- No niezły to masz czas- zaśmiała się
- Na pewno lepszy niż ty- westchnęłam ubierając Air Force.
- Jedziemy z tatą do ciotki. Nie będzie nas do około 17:00. Poradzisz sobie co nie?- zapytała najwyraźniej trochę troskliwa.
- Ja sobie nie poradzę? Nie takie rzeczy stawały mi na drodze- odpowiedziałam zakładając kurtkę
- No tylko, że... Od paru tygodni przychodzą do nas listy z groźbami. Naprawdę nie wiem kto to pisze, ale okropnie się boje co będzie dalej. Nawet nie wiesz jak się czuję gdy ci o tym mówię. Najważniejsze jest jednak to, że listy są z groźbami dotyczącymi ciebie- moja mama prawie się popłakała. Ja miałam otwartę usta i tylko słuchałam jej.
- Ale to nie może być prawdą...- wyszeptałam pełna obaw.
- Nie wiem czy prawda, czy nie prawda, ale wiem, że jeśli czegoś nie zrobimy to nie wiadomo jak to się potoczy. No dobrze idź do szkoły. Porozmawiamy jeszcze o tym później. Uciekaj, kocham cię- miałam już wychodzić ale oparłam się o framugę drzwi obracając głowę.
- Ja ciebie też mamo.