Wiedziałem, że ona ma w sobie coś więcej niż zwykła dziewczyna. Nie jest tak sztuczna jak wiele innych. Długie szczupłe nogi, idealnie płaski brzuch, delikatne ramiona i widoczne obojczyki...
- Kurwa, ogranij się- szepnąłem sam do siebie. Zamknąłem oczy i obróciłem się po czym szybkim krokiem wszedłem po schodach na piętro. Przyznam, że dom jest niczego sobie pałacem. Rozejrzałem się w poszukiwaniu jej pokoju który znalazłem przez przypadek. Pierwsze co najbardziej rzucało się w oczy to wielkie łóżko na którym leży stos poduch i ogromna szafa z lustrem. Mówiłem, że dzieczyna wygląda koszmarnie, oczywiście przez ten wypadek, ale ja sam nie wyglądam lepiej. Oblizałem usta zbiżając się do szafy w poszukiwaniu ubrań. Wyciągnąłem czarne legginsy i zieloną bokserkę. Było widać jak bardzo dziewczyna kocha artystykę i sztukę piękną. Miała wiele instrumentów, sztalugę do rysowania i malowania czy kilka portretów znanych polskich i nie tylko, wykonawców. Kilka plakatów zespołów i różne rysunki. Westchnąłem podchodząc do biurka na którym widniał stos listów. Zmrużyłem oczy i wziąłem jeden do ręki.
Kiedy zrozumiesz jak bardzo mnie skrzwydziłaś? Ooo, kiedy sama tego zaznasz. Już niedługo poczujesz jak to jest być samotnym. Bez nikogo kto pomógłby ci. Masz przed sobą życie, które zakończysz już niedługo. Nie ja ci je odbiore. Nie, to ty sama do tego dojdziesz po stracie ukochanych. Nie myśl, że to koniec tych listów. Przed tobą jeszcze wiele tego typu listów. A ty nie będziesz wiedziała od kogo.
Nie wiedząc w co ta dziewczyna się wpakowała, popędziłem na parter. Siedziała w mokrych ciuchach z telefonem w ręce. Zanim zdążyłem się odezwać uprzedziła mnie:
- Wiem, chciałeś dobrze. Tylko mnie przebrać. Jednak proszę cię. Wyjdź- wypowiedziała to szeptem jakby bała się mówić głośniej.
- Ale- zająkłem się i ucichłem. Rzuciłem w jej stronę ciuchy, wychodząc.
Perspektywa Laury
Rodzice. Oni, mieli wypadek. Zdeżenie z ciężarówką. Z samochodu osobowego nikt nie przeżył. Nie mam nikogo. Jestem sama. Okropnie sama. Mam tylko jeszcze dziadka który pracuje jako dyrektor i nawet nie wie, że jestem jego wnuczką. Jutro zapewne powiem mu to w twarz bo co mi zostało? Nagle ktoś ktoś zapukał do drzwi, wsuwając kolejny list. Nie miałam ochoty zabawiać się w takie coś więc szybko zeskoczyłam z fotela i ruszyłam po list. Usiadłam w kuchni na krześle barkowym, łapiąc do ręki nóż. Otworzyłam go wyjmując białą kartkę.
Pewnie już dowiedziałaś się o wypadku? Hm? Ha jeśli tak to nie wiesz jak się ciesze. Poczułaś to? Poczułaś tą okropną rozpacz? Stratę rodziców? A może rozpaczasz nad swoim dalszym losem? I to i to jest okropne co jeszcze bardziej mnie usatysfakcjonuje. Mam do ciebie jedną prośbę. Taką tycią. Zrób co w twojej mocy aby ten typ się od ciebie odwrócił. Nie widzisz jak na ciebie patrzy? I jak się odzywa? Hm?! Jeśli ty tego nie zrobisz, w najbliższym czasie poczuje znaczenie słowa "śmierć"
Zgniotłam list i wybiegłam na mokry dwór.
- On jest w porządku! Chciał pomóc! A ty?! Ty masz jakieś schizo żeby zabijać mi rodziców!- wykrzyczałam upadając na trawę. Uderzałam pięściami o grunt żeby pozbyć się nadmiernej energi. Deszcz. To tak samo jak czasem my musimy się wypłakać. Tak samo niebo gdy widzi takie istoty jak człowiek.
---------*******-----------
Kochani zapraszam do komentowania :D co bardzo motywuje i dziękuje JJaworskiej która jest i komuje od 1 rozdziału <3 dziękuje słońce :* czekajta, a akcja w mgnieniu oka się rozkręci 8)
Salut Mercy :*
Jak zwykle rozdział idealny 😍
OdpowiedzUsuńMordko czekam na kolejny rozdział :3 Mam nadzieję, że niedługo się pojawi <3
OdpowiedzUsuń