środa, 22 kwietnia 2015

Rozdział 4

Wolnym krokiem ruszyłam do szkoły. Nie wiedziałam o co może chodzić osobie która pisze te listy. Czy boję się? Nie wiem. Jeśli jest to prawdą co jak, co ale mam się czego obawiać. Szczerze nawet nie wiem jaką treść mają te listy, ale wiem, że gdy wrócę do domu przeczytam je. Weszłam do rozległego budynku szkoły. Wszystko było puste, a cisza jak makiem zasiał. Udałam się do sektoru D w lewym skrzydle, do sali numer 156 gdzie odbywa się moja pierwsza lekcja czyli matematyka. Zapukałam do klasy. Otworzyłam drzwi i wsunęłam się.
- O i mamy naszą spóźnialską- prychnął w moją stronę nauczyciel. Wymamrotałam ciche "przepraszam za spóźnienie" po czym usiadłam w tylnej ławce na swoim miejscu. Nie wiem jak opisać moją klasę. Może tak... Uczęszczam do 3 klasy LO we Wrocławiu. Jest to jedno z wielu liceum w tym mieście ale niestety chodzę tutaj. Jestem w klasie C czyli dla tych normalnie zdolnych. Nie mam jakiegoś niepojętego intelektu czy mózgu który w moment obliczy ci działanie z algebry czy rozwiąże skomplikowane wiązania z fizyki. Jestem przeciętna pod tym względem. Dobra, przejdźmy do ogólnie klasy. To tak ja na każdej lekcji jako jedyna siedzę sama. Jakoś nie przypadło mi do gustu plotkowanie na lekcji o nowych związkach czy zdradach albo jak umalować paznokcie. Wole siedzieć sama, ale jestem przy okazji szczęśliwa. W klasie nie ma nikogo... Normalnego. Albo kompletne kujony co w pierwszej ławce siedzą lub inne niedorozwoje. Jestem powiedzmy, intelektualistką. Nie lubię tłumów i zamieszania czy wrzawy. Właśnie dlatego zawsze gdy siedzę na lekcji mam słuchawki w uszach. Tak jak teraz.

Perspektywa Janka
Szedłem za dyrektorem przez puste korytarze.
- Mam nadzieję, że nasza szkoła spodoba ci się, młody człowieku- odchrząknął mężczyzna. Przytaknąłem i szybkim tempem dalej podążałem za nim.
- Mamy tu wiele kółek, takich jak kółka teatralne, muzyczne, językowe, matematyczne i wiele innych- nie słuchałem za bardzo co do mnie mówi więc na wszystko przytakiwałem. nie wiem po co się zapisałem jeszcze do szkoły skoro zostały bite pięć miesięcy do końca. Wkońcu zatrzymaliśmy się pod salą 156. dyrektor otworzył drzwi i kazał mi wejść. Wolnym krokiem wszedłem do pomieszczenia gdzie znajdowały się rzędy ławek z uczniami. Widziałem kilka tak zwanych "plastików" które z ciekawością przyglądały się każdemu mojemu najmniejszemu ruchowi. Puściłem do jednej blondyny oczko na co zarumieniła się i odwróciła głowę.
- Dzień dobry wszystkim- rzekł dyrektor. Wszyscy podnieśli się i ukłonili prócz jednej brunetki z tyłu. Miała pochyloną głowę, a włosy z białymi końcówkami opadały na ławkę. Miem, że kojarzę tę dziewczynę. Tylko nie wiem z kąd.
- No dobrze, zajmij miejsce i możecie wrócić do nauki- starszy mężczyzna pożegnał się i wyszedł. Usiadłem niedaleko brunetki z tyłu. Tak, prawdą jest fakt iż wole blondynki, ale ona ma coś niewyjaśnionego w sobie. Coś co przyciąga mnie, niczym magnez.

Perspektywa Laury
*dwie minuty przed dzwonkiem na przerwę*
Spojrzałam na zegar który wskazywał iż, że za chwilę ma być dzwonek. Odgarnęłam włosy wyjmując z uszu słuchawki. Gdy zobaczyłam kto siedzi na lewo ode mnie w ławce obok zrobiłam wielkie oczy, przyglądając się z nie dowierzeniem. to ten sam który złapał mnie za mój tyłek w autobusie. Uśmiechnął się chytrze na co posłałam mu spojrzenie typu "nawet do mnie nie podchodź". Dzwonek zadzwonił więc wrzuciłam książki do torby przekładając ją przez ramię. Szybkim tempem wyszłam z klasy zostawiając go w tyle.
- Jeszcze jego tu brakowało- warknęłam sama do siebie. Podążając korytarzem zauważyłam grupkę szkolnych "pacanów" czyli po prostu chłopców chcących się z tobą przespać. Tamten pasuje do tej grupy idealnie. Nawet nie wiem z kąd on się wziął w mojej klasie!
- Hej Laura!- usłyszałam śmiech największego pacana -Adama. On chyba przeleciał wszystkie dziewczyny z mojej i przeciwnej klasy. Dlatego, że jedna na jedną noc i brakuje mu parterek na takie wrażenia, ma teraz na celu mnie. Podeszłam do niego łapiąc za koszulkę:
- Nie mam ochoty z tobą iść do wyra więc się odjeb ode mnie- wysyczałam przez zaciśnięte zęby. Spojrzał na mnie kpiąco wciąż uśmiechając się.
- I radzę iść do dentysty- gdy uśmiech zszedł mu z twarzy, ja uśmiechnęłam się i puściłam go. Wszyscy chłopcy zawyli, a ja poczułam ścisk w okolicach bioder. Zacisnęłam ręce w pięści.
- Nigdzie nie idziesz- warknął przyciskając mnie do ściany.
- Nie będę ronić łez na takiego zboka- mruknęłam mu wprost do ucha na co jego szczęka zacisnęła się, a pięść zawisła w powietrzu:
- Jeszcze słowo, a pożałujesz- syknął. Tak z nikąd ktoś złapał go i odsunął ode mnie uderzając w twarz pięścią. Nie zdając sobie sprawy z tego co zrobił spojrzałam na osobę która mnie "ocaliła". To był on.

1 komentarz: