Rodzice wciąż swoje więc chciałam się czym zająć. Zaczęłam czytać najmniej ob chodzące mnie informację na temat produktów wchodzących w skład mojego jogurtu. Po połowie jednak skrzywiłam się i odłożyłam go na półkę w lodówce. Moi rodziciele wciąż to samo. Przewróciłam oczami po czym wstałam z krzesła i ruszyłam do pokoju.
- Tylko dziecka nie zróbcie, bo nie mam zamiaru zajmować się bachorem!- krzyknęłam po drodze. Ziewnęłam i otworzyłam drzwi swojego pokoju po chwili impulsywnie uderzając nimi. Wiem, wiem nie było to konieczne, ale czasem moje emocje idą górą. Podeszłam do szafy przepełnionej ciuchami, z której zabrałam tylko bluzkę i spodenki. Poszłam pod prysznic w zamiarze odprężenia się jednak moja pamięć przypomniała mi o tym niestosownym wydarzeniu w autobusie. Mam tylko nadzieję, że więcej nie zobaczę jego na oczy. Po moich długich rozmyślaniach postanowiłam, że wyjdę z pod prysznica. Zrobiłam jak chciałam. Otarłam swoje nagie ciało miękkim ręcznikiem, po czym zaczęłam suszyć włosy. Po skończeniu tego typu czynności w łazience, ubrałam się i wyszłam z mojego kącika spokoju. Jutro był poniedziałek czyli znienawidzony przeze mnie dzień tygodnia. Nie no przesadzam, KAŻDY dzień w szkole jest dla mnie udręką. Jednak jakoś sobie radzę i nie załamuję się. Wskoczyłam pod kołdrę, zasypiając.
Spojrzałam na ekran telefonu który wskazywał godzinę 7:27. Ziewnęłam po czym kwiejnym krokiem podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej bieliznę i ruszyłam do łazienki. Zrzuciłam z siebie piżamy, następnie wchodząc pod prysznic. Nie mogłam sobie pozwolić na dłuższe chwile relaksu więc już po niecałych pięciu minutach byłam już osuszona i ubrana w bieliznę. Wyszłam z łazienki podchodząc do szafy. Wyciągnęłam z niej białą luźną bluzkę, czarną skurzaną kurtkę, wytarte czarne rurki i do tego jeszcze czerwony pasek. Po ubraniu przeczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone. Nałożyłam podkład, Zrobiłam sobie kreskę eyelinerem oraz przejechałam szczoteczką rzęsy i podkręciłam je zalotką. Złapałam w rękę telefon. Godzina 7:40. Zabrałam torbę z książkami, łapiąc po drodze słuchawki. Na parterze czekała na mnie mama.
- No niezły to masz czas- zaśmiała się
- Na pewno lepszy niż ty- westchnęłam ubierając Air Force.
- Jedziemy z tatą do ciotki. Nie będzie nas do około 17:00. Poradzisz sobie co nie?- zapytała najwyraźniej trochę troskliwa.
- Ja sobie nie poradzę? Nie takie rzeczy stawały mi na drodze- odpowiedziałam zakładając kurtkę
- No tylko, że... Od paru tygodni przychodzą do nas listy z groźbami. Naprawdę nie wiem kto to pisze, ale okropnie się boje co będzie dalej. Nawet nie wiesz jak się czuję gdy ci o tym mówię. Najważniejsze jest jednak to, że listy są z groźbami dotyczącymi ciebie- moja mama prawie się popłakała. Ja miałam otwartę usta i tylko słuchałam jej.
- Ale to nie może być prawdą...- wyszeptałam pełna obaw.
- Nie wiem czy prawda, czy nie prawda, ale wiem, że jeśli czegoś nie zrobimy to nie wiadomo jak to się potoczy. No dobrze idź do szkoły. Porozmawiamy jeszcze o tym później. Uciekaj, kocham cię- miałam już wychodzić ale oparłam się o framugę drzwi obracając głowę.
- Ja ciebie też mamo.
Świetny. Czekam na next. 😍
OdpowiedzUsuńJakaś ty kochana <3
OdpowiedzUsuń