niedziela, 29 marca 2015

Rozdział 2

Poczułam jak ręce chłopaka łapią mnie za tyłek przez co przypadkiem dostał kuksaniec łokciem. Wybiegłam z łzami, z autobusu. Pobiegłam do domu. Wbiegłam i zamknęłam za sobą drzwi.

- Córciu co się stało?- zapytał tata siedzący na sofie.
- Nic tato, idę do siebie- pisnęłam i pobiegłam na góre do swojego pokoju. Mimo, że za dwa miesiące będe miała już osiemnaście lat to mój pokój był urządzony dosyć dziecinnie. Dla mnie bo może dla innych biały pokój z kremowymi meblami to najnormalniejszy pokój na świecie. W kącie moja gitara rockowa, wzmaczniacze, konsola DJ- eja i coś co całkiem nie pasuje do reszty przedmiotów.


To były skrzypce. Piękne skrzypce z drewna olchowego. Błyszcące, lakierowane. Wygląd w moim przypadku nie gra roli bo mimo wyrazistego wyglądu kocham delikatne brzmienie instrumentów smyczkowych, a najbardziej skrzypiec. Pierwszy raz skrzypce wpadły w moje ręce przez przypadek u cioci Moniki w jej 50 urodziny. Wtedy moja starsza kuzynka miała swój występ ze skrzypcami w roli głównej. Gdy odłożyła je, ja w wieku 4 lat wiedziałam pomimo, że nie oglądałam jej występu wiedziałam, że aby skrzypce wydały dźwięk potrzebny jest smyczek. Wiedziałam jak złapać je i jaką pozę przybrać podczas grania. Gdy zobaczyła to moja kuzynka, oddała mi je. Są już bardzo stare ale ich brzmienie jest nadal w dobrych rękach, czyste i kojące. Choć moje pierwsze popisy na nich były podobne do odgłosów torturowanego kota to ja i tak dalej grałam. Skrzypce towarzyszą mi już od prawie czternastu lat. Ich muzyka działa na mnie uspokajająco i pobudzająco. Kocham również moją gitarę rockową którą dostałam w wieku 8 lat kiedy to razem z dziadkiem postanowiliśmy posprzątać stare graty ze strychu. Znalazłam tam krwiście czerwoną gitarę która swoim dźwiękiem napoczątku mnie przestraszyła. Dziadek przyszedł i zdziwił się co znalazłam. Gdy zagrał muzyka gitary zrobiła się zupełnie inna niż gdy to ja się do tego wzięłam. Była mocna, a za razem tak niebiańsko rytmiczna. Pokochałam ją więc dziadek oddał mi swą "czerwoną lisie". Moi rodzice wychowywali się na starych kawałkach Nirvany czy The Beatles. Do dziś tata ma ich koszulkę. Mama kochała całym sercem jednak polski zespół Perfekt. Ja też kocham ich piosenki, a najbardziej Kołysanke dla nieznajomej. Mogłabym całymi dniami nucić ten utwór.

Gdy nie bawi cię już
Świat zabawek mechanicznych
Kiedy dręczy cię ból
Nie fizyczny
Zamiast słuchać bzdur, głupich telefonicznych wróżek zza siedmiu mórz
Spytaj siebie czego pragniesz
Dlaczego kłamiesz, że miałaś wszystko?
Gdy udając, że śpisz
W głowie tropisz bajki z gazet
Kiedy nie chcesz już śnić
Cudzych marzeń
Bosa do mnie przyjdź i od progu bezwstydnie powiedz mi czego chcesz
Słuchaj jak dwa serca biją
Co ludzie mówią to nie istotne
Kochaj mnie
Kochaj mnie
Kochaj mnie nie przytomnie jak zapalniczka płomień
Jak sucha studnia wodę
Kochaj mnie namiętnie tak
Jak świat się skończyć miał

I jak tu nie kochać tak pięknego tekstu?
Otrzepałam się ze wspomnień i podeszłam do szafy wyjmując piżamy. Poszłam do mojej łazienki wziąść prysznic i po ubraniu zeszłam na parter. Poszłam do kuchni zaglądając co w lodówce. Zagryzłam wargę i wybrałam Activię do picia. Usiadłam na krzesełku obrotowym i jak to z mojego przyzwyczajenia zaczęłam się kręcić zamiast zjeść to co wyciągnęłam. Mama spoglądając w moją stronę zaczęła się śmiać.
- Tyle lat, prawie osiemnaście, a ty dalej swoje- westchnęła i oparła się o blat. Wybuchłam śmiechem schodząc z krzesełka
- Nie trzeba było kupywać tak super krzeseł- powiedział tata wchodzący do kuchni. Objął mamę i przyciągnął ją do siebie, całując.

4 komentarze: